niedziela, 29 marca 2015

#6 Chen

    Hej ;) tak jak napisałam na moim drugim blogu: BUNTUJĘ SIĘ! Nie chcę, ale muszę ;) dlatego to od Was zależy czy wrzucę kolejnego oneshota! Co musicie zrobić? Wystarczy skomentować- to motywuje! Naprawdę! Więc, już dłużej nie przedłużając, zapraszam do czytania.


         Idziesz na koncert swojego ulubionego zespołu - EXO. Już wchodzisz do środka, a twój wygląd mówi sam na siebie - twoim UB jest Chen! Tak, to była prawda. Chen podobał się Tobie odkąd tylko usłyszałaś „MAMA”. Miał w sobie to coś. Jego głos przyprawiał Cię o motylki w brzuchu, a nogi odmawiały posłuszeństwa i stawały się jak z waty.
      Właśnie zaczął się koncert. Ty oczywiście stałaś w pierwszym rzędzie. Za żadne skarby świata nie mogłaś przegapić takiej okazji. Na scenę w końcu wyszła dwunastak twoich aniołów. Czułaś, że chyba opuściłaś swoje ciało i unosisz się nad ziemią. Masa fanek, które Cię otaczały jak na zawołanie zaczęły piszczeć, co skomentowałaś wzrokiem pełnym pogardy. Po jaką cholerę drą ryje, skoro to nie ich koncert? O.o Na całe szczęście chłopcom udało się je przekrzyczeć i zaczęli śpiewać. Byłaś w niebo wzięta. Tańczyłaś, śpiewałaś i bawiłaś się jak jeszcze nigdy w życiu, a od czasu do czasu zdawało Ci się, że Chen posyła w twoją stronę ukradkowe spojrzenia.
      Koncert powoli dobiegał końca. Właśnie chciałaś sprawdzić która jest godzina, ale zorientowałaś się, że chyba musiałaś zgubić telefon, bo kieszenie twoich rurek były puste.
„Mama mnie zabije”- pomyślałaś i zaczęłaś na czworakach [inaczej się na dało przez naciskający tłum zdziczałych fanek] iść w stronę jakiegoś punktu obsługi czy czegoś do tego podobnego. Byłaś już prawie u swojego celu, kiedy to usłyszałaś, głos dochodzący ze sceny:

-Przepraszam, że przerywam, ale został znaleziony telefon. Jeśli należy on do Ciebie, to proszę wejdź tutaj na scenę. Zorientujemy się, kiedy będziecie kłamać, więc proszę wejdź dopiero, jeśli to serio może być twój telefon - powiedział lekko zakłopotany Chen.
„Co mi szkodzi?”- pomyślałaś. Przecież to równie dobrze mógł być twój telefon…
Weszłaś scenę i zauważyłaś, że oprócz Ciebie weszły jeszcze 3 fanki. Spojrzałaś na rękę swojego UB i spostrzegłaś dokładnie swojego nowiutkiego iPhona.

-To mój!- krzyknęłaś, na co pozostałe orangutany [fanki] zrobiły dokładnie to samo.
-Za chwilę to sprawdzimy, dziewczyny. Najpierw ty.- wskazał na pierwszą Azjatkę- To nie będzie trudne pytanie: jaką masz tapetę?
- EXO?- zapytała się udając głupią.
- Nope, następna.
I tak oto odpadły kolejne dwie, choć ta ostatnia była naprawdę blisko. Zgadła jaka była tapeta, ale nie wymieniła szczegółów.
-Więc zostałaś ostatnia. To samo pytanie.
-Tyjesteśmojątapetą - powiedziałaś na jednym wdechu czując, że twoje policzki oblewają się rumieńcem.
-Mogłabyś powtórzyć? Nic nie zrozumiałem.
-Eh to może zacznę od początku.- zaczęłaś- Jesteś ubrany w czarny garnitur, muchę, białą koszulę, a całe zdjęcie jest ogółem czarno-białe. Patrzysz się w lewo i posyłasz w tą stronę delikatny uśmiech. Jeśli chodzi jeszcze o jakieś szczegóły związane z telefonem, to mam na nim ponad dwa tysiące zdjęć, w tym czego twoich jest około 740. Gifów z Tobą jest tam 48. Jeszcze jakieś konkrety?- zapytałaś się.
Na całej Sali zrobiło się jak makiem zasiał, a wszystkie oczy były zwrócone w twoją stronę. EXO uśmiechnęli się znacząco.
-No nieźle! Jesteś pierwsza dziewczyną, która sprawiła, że nasz Chen nie wie co powiedzieć- powiedział Baekhyun.
-Nawet wypieków chłopak dostał!- dodał Tao i klepnął Jongdae po plecach.
Cała sala zaczęła się śmiać, a speszony Chen oddał Ci telefon którym później, za zgodą chłopców, zrobiliście wspólne selci.
     Wracałaś już do domu, kiedy odruchowo wyciągnęłaś telefon i zaczęłaś go przeglądać. Całkowicie przez przypadek weszłaś w kontakty, a tam znalazłaś nowy numer. Otworzyłaś go, a twoim oczom ukazała się notatka: „Twój Chen - zadzwoń piękna”.


niedziela, 22 marca 2015

#5 Xiumin

hej :D nie wiem co robić dalej z Luhanem, bo nie było żadnych kom pod postem :'( ranicie ;) dzisiaj wrzucam Xiumina z dedykacją dla Klary, która po przeczytaniu tego stwierdziła że "od dzisiaj uczę się robić kawę" x'D proszę, dajcie znać że chociaż żyjecie! ;)


        Dzień zaczął się jak każdy inny. Pobudka, bieganie i ogromny talerz naleśników z nutellą. Czy można chcieć czegoś więcej? No może kilka kilogramów mniej, ale nie wiem, co fajnego jest w wyglądaniu jak miliony wychudzonych i nieszczęśliwych bab. Pokazać takiej ciastko i już kolejne nienawistne spojrzenie w twoją stronę. Po południu miałam wyjść na zakupy, ale niespodziewanie zadzwoniła do mnie moja przyjaciółka: 
-[T.I] potrzebuję Cię! 
-Co się stało?!- zapytałam, ale nie czekałam już na odpowiedź. 
Jeśli Majka dzwoniła do mnie w środku pracy, to mogło znaczyć tylko jedno- zaczęła rodzić. 
-Dobra, nie ważne, już pędzę. 
Warto było zauważyć, że do kawiarni, w której pracowała Maja, miałam dosłownie 5 minut, więc bezzwłocznie wybiegłam z domu. 
       Na miejscu wpadłam na Junsu, który poinformował mnie, że jak najszybciej zabiera swoją żonę do szpitala. 
-Musisz jej pomóc- powiedział- Jeśli szef zorientuje się, że jej nie mi i nikt jej nie zastępuje- wyleci. 
-Ale ona jest baristą! Ja nie zrobię takiej kawy jak ona- powiedziałam ze zdenerwowaniem i spojrzałam w stronę przyjaciółki. 
Cała zwijała się z bólu i ledwo widocznie wyszeptała: „Proszę”. Dobra, nie obiecuję, że mi się uda ale spróbuję. Fakt, że przyjście dziecka na świat wiąże się z dodatkowymi kosztami, nie mogłam zawieść Maji, która będzie tych pieniędzy potrzebować. 
-Dobra. Wszystkim się jakoś zajmę- uśmiechnęłam się.- Dajcie znać, czy chłopczyk, czy dziewczynka. 

[godzina później] 

     Minęła już godzina, Jungsu nie dzwonił, a ja totalnie odpadam. Robię kawa za kawą. Znaczy się nie wiem, czy do końca można nazwać to kawą. Na szczęście nikt się jeszcze nie skarżył. Minuty mijały mi w lekkim stresie przed klientami. Nagle poczułam, że ktoś mnie szturchnął. Spojrzałam w górę na zdezorientowanego chłopaka. Chyba coś nie pasowało mu z kawą, bo w ręce trzymał pełny jej kubek. -Przepraszam bardzo, ale czy ty to nazywasz kawą?- zapytał z uśmiechem.
Uff, rzadko zdarzają się przystojniacy, którzy na dodatek są mili. 
-Przepraszam. Normalnie tutaj nie pracuję. Po po prostu dzisiaj zastępuję przyjaciółkę, która zaczęła rodzić, a ja totalnie nie znam się na kawie- powiedziałam ze skruchą. 
-Minseok, ale znajomi mówią mi Xiumin. A ty jak się nazywasz?- zapytał. 
-[T.I.], a teraz jeszcze raz przepraszam, ale nie chcę dostać zjeby za moje nieszczęsne poczynania- uśmiechnęłam się przepraszająco i już miałam się odwrócić, kiedy to Xiumin złapał mnie za rękę. 
-Pomogę Ci! 
-Ty? 
-No, znaczy znam się na tym. Mam taki śmieszny certyfikacik i w ogóle…- i znowu się uśmiechnął. 
Ten koleś spadł mi z nieba. Nie ma innej możliwości- on jest aniołem. 
       I tak oto zaczęliśmy współpracować. Przy okazji dowiedziałam się, że śpiewa w zespole, uwielbia fioletowy kolor oraz tego, co uwielbia robić. Praca szybko nam zleciała, a ja zaczęłam mieć wyrzuty, że chłopak przeze mnie przepracował cały dzień. 
-Przepraszam Xiumin, przeze mnie zamiast spędzić wolny czas z kumplami, musiałeś pracować. 
-Czy mogłabyś w końcu przestać mnie przepraszać? Zrobiłem to z przyjemnością- mówiąc to dumnie wypiął pierś- Czuję się teraz jak bohater! 
-To powiedz chociaż, czy mogę Ci się za to jakoś odwdzięczyć. 
-No niech pomyślę, hmmmm…. Może umówiłabyś się ze mną na randkę? 
Zaniemówiłam. Chłopak, i to w dodatku taki, zaprasza mnie na randkę? 
-Z przyjemnością!- odpowiedziałam bez dłuższego namysłu. 
      I tak zaczęła się nasza przygoda. Minseok odprowadził mnie później do domu, a ja zaprosiłam go na gorącą czekoladę, którą akurat robiłam znakomicie. Co do randki? Nie mogłam się już niej doczekać! Obiecał, że przyjdzie po mnie jutro o 18 i gdzieś zabierze, ale nie chciał powiedzieć gdzie. Chwilę później zadzwonił Jungsu oznajmiając, że urodził im się syn i prosi o pomoc w wyborze imienia. 
-Minseok. Zdecydowanie Minseok.- odpowiedziałam do słuchawki, zerkając z uśmiechem na pytającą minę Xiumina. 
Wyjaśniłam mu potem oczywiście o co chodziło. Nie posiadał się z radości i pogratulował mi dobrego gustu. Kiedy zegar wybijał już godzinę 22, postanowiliśmy się rozstać. 
-Dziękuję za miło spędzony dzień. 
-To ja Ci dziękuję- odpowiedział.- Nie dość, że mogłem pomóc, to jeszcze chyba poznałem kobietę mojego życia- dodał po czym obdarował mnie delikatnym pocałunkiem w kącik ust. 
      Niby dzień jak co dzień, ale w moim życiu zmienił bardzo dużo i chyba za to najbardziej dziękuję losowi. Za wielkie jaja i wielkie serce. No bo w sumie kto wpadłby na to, że poznam miłość swojego życia spieprzając prostą kawę?

niedziela, 15 marca 2015

#4 Luhan

    Niespodzianka! zamiast Baekhyuna wrzucam Wam dzisiaj Luhana :) myślę czy aby nie zrobić kontynuacji tego, ale decyzję zostawiam Wam :D Proszę kochani komentujcie! Bo czasami zaczynam się zastanawiać czy ktoś to wgl czyta ;c a wierzcie mi, że nawet krótki komentarz motywuje do dalszego pisania :)






       Delikatnie musnął wargami moją szyję, a jego delikatne dłonie jeździły po mojej talii. -Kocham Cię!- powiedział i złożył pocałunek na moich ustach. 

-STOP!!! –zadarł się reżyser- Luhan, do jasnej cholery! Zdawało mi się, że pracuję z profesjonalistami, a nawet prostej sceny pocałunku nie potraficie odegrać tak jak trzeba. Raz ty, raz ona! No po prostu bosko!
Już któryś raz powtarzaliśmy tę właśnie scenę i już któryś raz z kolei w mniemaniu naszego guru, brakowało tego „czegoś”. Ale na dobra sprawę, trudno było wykrzesać to „coś” kiedy nie przepada się za swoim filmowym partnerem. Tak. Luhan był największym chamem, wieśniakiem, dupkiem i egoistą, jakiego stworzył ten świat. Jego arogancja nie miała granic i mimo, iż nie znałam go dobrze, to i tak pierwsze wrażenie zrobiło swoje… 


[6 miesięcy wcześniej] 
-Nie. Nie ma mowy. Musicie poszukać nowej aktorki.- powiedział ze skwaszoną miną Luhan, nie zdając sobie sprawy, że całej rozmowie się przysłuchiwałam- Nie jest Azjatką i do tego jeszcze nie jest nawet profesjonalistką.
-Zagrasz czy Ci się to podoba czy nie- odpowiedział jego menadżer.
-Z tą, z tą... gówniarą?
-Ta gówniara ma imię, to po pierwsze. Po drugie jest tylko o 6 lat od Ciebie młodsza i po trzecie- jak już powiedziałem, zagrasz czy Ci się to podoba czy nie. Podpisałeś kontrakt, więc nie ma marudzenia… 


[teraźniejszość] 
      Po kolejnym nieudanym akcie, kadra wysłała nas do swoich przyczep. Na całe szczęście mieliśmy je osobno. Skoro nas wyprosili z planu, to mogło oznaczać tylko jedno: będzie pogadanka. Postanowiłam odpocząć trochę przed czekającą mnie rozmową, więc wzięłam ze stolika swoją MP4 i puściłam EXO. Nie do wiary, że mogłam kiedyś tego zapyziałego Luhana traktować jak idola i się nim zachwycać na każdym kroku. Pffff….
      Zdążyłam przesłuchać tyko „Wolf” i „El dorado”, a już zostałam wezwana na dywanik. Tym jednak razem twarz reżysera wyrażała jedynie spokój i opanowanie. Ciekawie, ile tak naprawdę zajęło mu przygotowanie rozmowy, a ile swojej mimiki?
-Z racji tego, że nie umiecie ze sobą współpracować…- zaczął- wysyłam Was na trzy dniowe wakacje do Miamii.
-RAZEM!- po chwil dodał.- Będziecie cały ten czas spędzać razem, a nóż zobaczę jedno z Was osobno to poniesiecie tego konsekwencje. Macie się zachowywać jak para, zrozumiano? Kiwnęliśmy tylko głową, a jego sekretarka zaczęła nam objaśniać o której mamy samolot i gdzie dokładnie mamy się udać. Całą resztę czasu spędziłam nad pakowaniem potrzebnych mi rzeczy, bo jak się okazało, lot mieliśmy już za 2 godziny…

       
      „No nie powiem, postarali się”- pomyślałam. Prywatny helikopter? Czemu nie? Sam lot w sobie nie trał jakoś długo, choć może spowodował to fakt, że pół drogi przespałam. Za to oglądanie naszego apartamentu w hotelu trwało znacznie dłużej. On był tak bardzo ogromny, że powoli zaczynałam się zastanawiać, czy to na pewno nasz apartament.
-Co się tak głupio uśmiechasz?- zapytał mój współlokator.
Z racji, iż postanowiłam sobie, że chociaż spróbuję się z nim dogadać, nie rzuciłam żadnym opryskliwym tekstem, tylko szczerze odpowiedziałam:
-Nigdy wcześniej tu nie byłam. To… to wszystko tutaj jest takie piękne…
Zdziwiła go moja odpowiedź, choć delikatnie, ledwo zauważalnie się uśmiechnął. Może jednak te krótkie wakacje nie będą wcale takie złe…

czwartek, 5 marca 2015

#3 Kris

      Ughh... przepraszam, że jeszcze nie wrzuciłam Baekhyuna, ale jak się wraca po 2 tygodniach do szkoły to trzeba się spiąć i napisać zaległe 22 sprawdziany i kartkówki ;O ;C Obiecuję że jak tylko dam radę to przepiszę naszego Becona na czysto i niedługo wrzucę :P Dla umilenia czekania, na dziś daję tutaj gotowego już od tygodnia Krisa <3 mam nadzieję, że Wam się spodoba....






  

         - Czego ty ode mnie chcesz? - zapytałam, a łzy spływały wolnym strumykiem po moich policzkach - Jak mam Ci do cholery pokazać, że Cię kocham?
Stałam przed lustrem w łazience i po raz kolejny próbowałam ułożyć sobie scenariusz naszej rozmowy. Dobrze wiedziałam, że tak ona będzie wyglądać, i mimo tego i tak pozwalałam sobie na chwile słabości w tej łazience. Myślałam, że jak się wypłaczę, to w końcu tych łez zabraknie na ostateczną konfrontację. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo się myliłam.

[3 DNI PÓŹNIEJ]

       Dalej nic mu nie powiedziałam. Naszą przyjaźń cenię zbyt wysoko, by zaprzepaścić ją przez jednostronne, zapewne złudne uczucie. Dzisiaj mieliśmy się spotkać. Tak dawno nie byliśmy razem na nocnym spacerze. Brakowało mi tego. Brakowało mi jego. Przyjaźń z Krisem była bardziej skomplikowana, niż mogło się na początku wydawać. Wredny, przystojny, chamski, głośny.. a tak naprawdę tylko przy mnie był tym prawdziwym. Lecz co to właściwie znaczy, że ktoś jest prawdziwy? Czy nie jest on wtedy taki bezbronny, podatny na ataki z zewnątrz? Może i jest, ale nawet wtedy, gdy Kris zdejmował swoje maski, był opanowany i pełny miłości, której nigdy nie będzie mi dane zasmakować. Nie rozumiem, jak diabeł mógł mnie popchnąć w ramiona osoby, która wygląda jak anioł, gdy tylko się uśmiecha.
       Moje rozmyślania przerwał dzwonek do drzwi. Jak zwykle punktualny. Wzięłam tylko polar i już wychodziłam z domu w asyście ‘mojego anioła’. Nic nie mówiliśmy. To nasz swego rodzaju rytuał przejścia i pozbywanie się wszelkich kłamstw, z którymi kojarzą nas inni.
-O czym tak myślisz? - zawsze tak samo się zaczynało. On był tym, który zaczynał, ja byłam tą, która kończyła.
-Nie wiem. Chyba o wszystkim.
-Myślisz czasami o mnie?
-Tak, nie, nie wiem… może.
-Oj Ola, czuję się taki bezradny… -szepnął- Zaczynam czuć się odpowiedzialny za wszystko co złe, szczególnie w zespole. Nie mogę już patrzeć na to wszystko. Czuję się taki samotny…
-Ale nie jesteś…
-Wiem, Ola, wiem.
Kiedy tak szłam obok niego, tak bardzo chciałam go przytulić. Po prostu zrobić cokolwiek, ale bałam się, że znowu mnie odrzuci. Że znowu będę czuła się zraniona, a przecież on by tego nie chciał. Chyba nadszedł czas, by wyrzucić z siebie wszystko, co męczyło mnie od samego początku.
-Czego ty ode mnie chcesz?- zapytałam. Tym razem nie płakałam. Moja twarz była bez wyrazu, choć dobrze wiedziałam, że to nie potrwa długo- Jak mam Ci do cholery pokazać, że Cię kocham?
Widocznie zbiłam go z tropu. Zdziwienie malowało się na jego twarzy, ale nie to przykuło moją uwagę. Jego idealne usta zaczęły się układać w delikatny uśmiech.
-Mogłem cię zapytać o to samo. Meczysz mnie od samego początku, a ja już nie wiem co gorsze: to że tu z Tobą jestem, czy to że mógłbym Cię już nigdy więcej nie zobaczyć… No chodź tu do mnie- powiedział i mnie objął.
Normalnie nigdy tego nie robił i to właśnie dlatego czułam się taka odpychana, a teraz czułam że już dłużej nie wytrzymam i wszystko co trzymałam do tej pory na wodzy, zaczęło ulatywać ze mnie w postaci pojedynczych łez.
-Nie płacz. Nie przeze mnie- zatrzymał się i wziął moją twarz w swoje duże dłonie- Nie mogę bez Ciebie wytrzymać ani minuty dłużej. Bez naszych rozmów. Bez twojego głosu. Bez Ciebie całej. I może nie powiem Ci dzisiaj jak bardzo cię kocham, bo boję się tak wielkich słów, choć i tak zapewne się ich niedługo doczekasz, ale proszę Cię, dotykaj mnie tak często jak tego potrzebujesz, bo i ja tego pragnę. Przysięgam, że już nigdy nie dam Ci powodu do strachu, że mógłbym Cię kiedykolwiek skrzywdzić. Nie mogę znieść świadomości, że jedyne czego się boisz, to odrzucenia z mojej strony. Chcę sprawiać, że codziennie na twojej twarzy zagości uśmiech.. Nie dam Ci gwiazd, nie dam Ci pieniędzy, bo wiem że i tak byś ich nie chciała, ale będę z Tobą całym sercem i duszą, a to moim zdaniem wystarczająco dużo, więc proszę, Ty też mnie nie odrzucaj- popatrzył mi prosto w oczy i oczekiwał mojej odpowiedzi.
       Pierwszy raz widziałam w jego oczach strach, który mieszał się z przeźroczystą cieczą.. Stanęłam na palcach i pocałowałam go. Był to pocałunek zupełnie inny niż te widziane na filmach, czy opisane w książkach. Obydwoje scałowywaliśmy swoje łzy, uśmiechając się. Nie był to delikatny pocałunek. O nie. Ten był istotą namiętności, jaką pojąć mogą tylko naprawdę zakochani ludzie. Spragnieni swej obecności, swego dotyku, swych serc. Kris był naprawdę wysoki, więc po chwili wziął mnie na ręce- by nie sprawić mi problemu- nie przerywając naszych pieszczot. Miałam wrażenie, jakbym nurzała się w gorącej toni endorfiny. Mówiąc mniej cynicznie, kochałam...
     I tak oto dobiega koniec. Kris odszedł z zespołu - po prostu nie dawał rady. Ja zaś zostałam z nim i nadal jestem. Zadziwiające, ale od tamtego czasu minęło już prawie 3 lata, a nasza miłość ciągle jest taka sama. Tak jak obiecał - dzięki niemu codziennie na moje twarzy pojawia się uśmiech.

czwartek, 26 lutego 2015

#2 Chanyeol

Witam, witam ! ;3
Po dłuższej rozkmninie doszłam do wniosku, że będę od Was przyjmować zamówienie ;) jeżeli oczywiście będziecie chcieli. Ostatnio zaczęłam pracować nad czymś dłuższym właśnie z Chanyeolem, ale nie wiem czy to wypali XD w każdym razie, dzisiaj znowu wrzucam oneshota :D za błędy z góry przepraszam, ale ten rozdział jeszcze nie został zbetowany. Jeśli czytacie, to proszę- skomentujcie, żebym wiedziała, że warto :) nie musi być to długi wywód, choć byłabym za taki mile zaskoczona. wystarczy zwykłe serduszkełło :D




-No nie! Znowu różne skarpetki?- zachichotałam pod nosem, tak by malec tego nie zauważył. Jako matka nie mogłam pokazać mu na ile rozbawiła mnie ta sytuacja. Jednak mój synek odziedziczył po mnie nie tylko inteligencję, ale też spostrzegawczość.
-Oj mamo, przecież widzę, że i tak Ci się podobam.- powiedział z uśmiechem, który gdyby tylko mógł skradłby serca miliona ludzi.- Życie jest zbyt krótkie, by segregować skarpetki.
No nie powiem, uparty był po ojcu.
-Chanyeol!!! – zawołałam swojego męża i czekałam cierpliwie, aż ten wstanie z łóżka. Zazwyczaj to ja wstawałam wcześniej, by przygotować malca do przedszkola i pozwolić swojej miłości życia dłużej pospać, jednak to on zawsze odwoził go do przedszkola. Po 5 minutach zjawił się Pan śpioch, Kiedy zilustrowałam jego wygląd wybuchłam głośnym śmiechem. Jak to mówią? Jaki ojciec, taki syn? W tym przypadku sprawdzało się to co do joty. Bożyszcze wielu damskich serc, idol miliona nastolatek stał teraz przede mną w moim różowym szlafroku i co najlepsze miał te same skarpetki co mały Kris. Już dawno mi udowodnił, że dla niego nie ma rzeczy nie możliwych, ale to właśnie te najdrobniejsze, codzienne gesty sprawiają, że zaczynam się czasami zastanawiać, czy jest coś jeszcze o czym nie mam pojęcia.
-Nie daleko pada jabłko od jabłoni. Kochanie, czy mógłbyś mi wytłumaczyć jakim cudem wcisnąłeś się w te małe skarpetki?- chyba nie do końca dotarło do niego to co powiedziałam, bo zamiast odpowiedzieć, podszedł do mnie i namiętnie pocałował. Nigdy nie mieliśmy jakiś oporów by okazywać swe uczucia przy Kris'ie. Jak na 5-latka był bardzo mądry i wiedział, że jego rodzina jest najszczęśliwszą rodziną na świecie. Małżeństwem byliśmy już prawie 5 lat. Dziecko jako tako nie było planowane. Krótko mówiąc: najpiękniejsze są niespodzianki. Z Chanyeol’em poznaliśmy się przez przypadek. SM zatrudniło mnie, bym udawała jego dziewczynę, a los tak chciał, że między nami powstało coś więcej niż tylko układ. Ku zaskoczeniu wszystkich po ślubie nie zrezygnował ze śpiewania i razem z EXO w lipcu wydają nową płytę. Czasami towarzysze im w trasach koncertowych, ale rzadko. W Seulu na miejscu mam pracę, a mały przedszkole i nie chcę tego psuć.
-Mężu..- szepnęłam między pocałunkami. Uwielbialiśmy się droczyć tymi śmiesznymi nazwami.
-Żono…- odpowiedział.
-Kris musi iść do przedszkola.- uśmiechnęłam się i delikatnie go odepchnęłam.
-Dzwoniłem do Sehuna.- uśmiechnął się chytrze- Będzie za 10 minut i zawiezie Krisa. Rozumując- cały dzień jest nasz.
-Mam pracę kochanie.- uśmiechnęłam się przepraszająco. Tak bardzo chciałabym dzisiaj z nim zostać… Na dodatek ten głupek którego poślubiłam zaczął delikatnie całować moją szyję i obojczyki.
-Dzwoniłem do księgarni… Masz dzisiaj wolne.- powiedział i dał mi buziaka w czoło, po czym podszedł do małego i również obdarzył go całusem.
Wygląda na to, że wybranek mojego serca jest mistrzem perswazji. Załatwić mi dzień wolnego i na dodatek przekonać Sehuna by wstał o 7 rano, żeby zawieść nasze dziecko do przedszkola? Gdyby nie on, mogłabym rzec, że jest to prawie nie możliwe.
                Tak jak obiecał, po dziesięciu minutach przyjechał tymczasowy szofer Krisa i o dziwo nie był zaspany. Widocznie Chanyeol planował to już od dłuższego czasu. Jeszcze raz ucałowałam synka na pożegnanie i już miałam wrócić się w stronę domu, ale mój uparty mąż wziął mnie na ręce i zaniósł do niczego nieświadomej sypialni. „A to przebiegły kabanos”- pomyślam.
-Tak więc, jak już się pewnie zorientowałaś- chcę się z tobą kochać cały dzień i całą noc. I tak sobie myślę, że jak się dobrze postaramy to może wyjdzie nam jeszcze jedno takie śliczne dziecko.
Zaczęliśmy się śmiać, by po chwili już zatapiać się w swoich ramionach. Tak jak już wspomniałam, był on najlepszym co mnie w życiu spotkało. Był moim życiem.

środa, 25 lutego 2015

#1 Kai

Już pierwszego dnia postanowiłam zaszaleć, dlatego wrzucam tutaj pierwszego oneshota :) Mam nadzieję, że Wam się spodoba.


Zbyt długo przygotowywałam się do tych zawodów i nie mogłam przegrać. Jedynym minusem był fakt, że jednym z moich konkurentów był niejaki Kim Jong- in. Z tego co zdążyłam obczaić, był on członkiem koreańsko- chińskiego zespołu EXO. Nie uważałam go za jakiegoś wielkiego przeciwnika. Byłam pierwsza pod względem czasu w Europie i jakiś Azjata nie miał prawa mnie pokonać. Gdy przyjechałam na miejsce wyścigu, pierwszy raz widziałam aż tylu reporterów i szczerze mówiąc wątpiłam, że to z powodu Tour de Pologne. Z ponad 130 uczestników od razu zauważyłam naszą gwiazdę. Stał idealnie wyprostowany i udzielał wywiadu. Gdyby nie to, że był moim konkurentem mogłabym przyznać że był naprawdę przystojny. Odepchnęłam od siebie szybko te zbereźne myśli i poszłam do swojego trenera po wskazówki.
3… 2… 1… START!!! Wystartowałam jak błyskawica. Wiedziałam, że w tym roku, wyścig miał być bardziej postawiony na szybkość, niż wytrzymałość. Z obliczeń mojego trenera wynikało, że powinno mi to zająć tylko 20 godzin. Idealnie rozłożyłam swoje siły, jednak za każdym razem gdy patrzyłam do tyłu widziałam jedną, bardzo irytującą mnie postać. Kai- bo ja zdążyłam się zorientować to właśnie tak mówiły do niego fanki- siedział mi cały czas na ogonie.
*18 godzin późnej*
No nie wierzę! Uczepił się mnie jak rzep psiego ogona! Nie mogłam już dłużej wytrzymać, więc przyśpieszyłam jak tylko mogłam. Pech chciał, iż Koreańczyk tak przykuł moją uwagę, że nie zauważyłam kiedy wjechałam w pokaźne błotne bajoro. Wszystko potem działo się jak w zwolnionym tempie. Koniec końców ostatecznie zjechałam do fosy i leżałam w niej cała w błocie, a nade mną stał śmiejący się Kai.
-No, takiego brudasa to ja w życiu nie widziałem.- stał z rękami na biodrach mierząc mnie przyjaznym wzrokiem. Z racji tego, że przez niego byłam w takim stanie postanowiłam się odwdzięczyć.
-Nie byłabym takim brudasem gdybyś przez całą drogę mnie nie rozpraszał.- fuknęłam udając rozdrażnioną. Tak naprawdę miałam z niego niezły ubaw. Jego zdezorientowana mina była warta leżenie w błocie.- Może byś mi jednak pomógł wstać?
Kiedy już podał mi dłoń, pociągnęłam go do siebie. Ten finał znacznie podobał mi się bardziej. Siedzieliśmy teraz w tym razem. Ku mojemu zaskoczeniu, chłopak zamiast się obrazić, zaczął się śmiać. I nie było by w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że oto właśnie ten śmiech urzekł moje serce. Dobrze wiedziałam, że czas nam ucieka, jednak postanowiłam to olać i tak zaczęła się nasza rozmowa. Kai nie był taki pusty, jak go sobie wyobrażałam. Był całkowitym przeciwieństwem moich wyobrażeń. Miły, wesoły, pozytywnie nastawiony do życia? Tak, to właściwe określenia jego osoby. Gadalibyśmy tak pewnie dłużej, gdybym nie zauważyła nadjeżdżającego wozu TVP.
-Nie chcę Cię martwić, ale zaraz nadjedzie tutaj telewizja. To chyba nie dobrze, prawda?
-Po za tym, że mogę mieć jakieś nieprzyjemności za taplanie się z Tobą w błocie i niszczenie swojej reputacji, to chyba nic nam się nie stanie.- uśmiechnął się.
Widać było że jest mu wszystko jedno, jednak mnie nie było. Nie chciałam pozwolić, by przeze mnie miał problemy, więc bez dłuższego zastanowienia rzuciłam się na niego i go pocałowałam. Nie powiedziałam tego na głos, ale to był mój pierwszy pocałunek. Bez opamiętania całowałam każdy cal jego ust. Kai nie pozostawał mi dłużny. Zatapiał się w moich ustach, jakby naprawdę tego chciał. Jakby nie było to z przymusu. Telewizja widząc dwójkę nastolatków całujących się na szosie widocznie stwierdziła, że nie jest to zbytnio interesujące, dlatego szybko przejechała. Delikatnie oderwałam się od niego.
-Dziękuję.- szepnął mi na ucho sprawiając, że moje serce znowu zaczęło bić w szalonym tempie.
-Za uratowanie tyłka? Czy może za… -… najlepszą rzecz, która mnie w życiu spotkała? Zdecydowanie to drugie.- dokończył Kai.
Gdyby nie fakt, że dalej byłam w błocie, pewnie cały świat widziałby moje rumieńce.
-Może w końcu się ogarniemy?- zapytałaś lekko przygryzając wargę.
-Ale tylko jeśli mnie przekonasz.- odpowiedział zadziornie.
I tak oto zaczęła się nasza znajomość. Meta, podium, ale nie to cieszyło mnie najbardziej. Byłam szczęśliwa, bo ktoś dał mi to szczęście. Tym kimś był Kim Jong- in.