piątek, 26 czerwca 2015

#8 Suho

Annyeong!
Dzisiaj wrzucam oneshota z Suho ;) niedługo powinien pojawić się następny!
Jak świadectwa? Opowiedzcie mi coś o sobie :D
+btw. polecam "Blood" <3 Boże po prostu się w tym zakochałam! ;o *-*
A teraz już kończę, i zapraszam do czytania! ;3




         Byłam najmłodszym, ale najlepszym psychiatrą w całej Korei. Nic więc dziwnego, że każdy, kto spotkał mnie na swojej drodze, dążył mnie ogromnym szacunkiem i uznaniem. Znaleźliby się pewnie i tacy, którzy cholernie mi zazdrościli lub mnie nienawidzili. Nie dziwiłam się - w swojej pracy miałam styczność głównie z ludźmi światowego pokroju. SM Enterteiment nie raz zatrudniało mnie do swoich podopiecznych. To właśnie dzięki temu miałam możliwość poznawania nowych ludzi, a nowi ludzie równali się nowemu doświadczeniu. Jedyny minus jaki był, to świadomość, że tak wielu młodych ludzi ma problemy i nie radzi sobie z życiem i ludźmi. Dla mnie kpop był największym syfem jaki mógł być. Młodzi ludzie ćwiczyli ile tylko mogli, w zamian otrzymując namiastkę nadziei, że kiedyś usłyszy o nich cały świat. Niektórym się nawet udawało, lecz nie za darmo. Show biznes porywał ich w swoje szpony, nie dopuszczając do nich ludzi, na którym ich zależało. Samotność.
       Dokładnie dzisiaj, o godzinie 13:45, zadzwonił telefon. 
-Panna [T.N.], w czym mogę pomóc?- zaczęłam. 
„Podciął sobie żyły.” „Krew.” „Szybko.”- słyszałam tylko urywki. Sprawa była dość pilna. Z tego co się zorientowałam na własną rękę, chłopak zwał się Suho i rany zostały zadane w poprzek, a nie wzdłuż. Mimo tego*, wzięłam szybko stojącą na biurku torbę i wybiegłam ze szpitala. Zwinęłam jeszcze po drodze karetkę i już jechałam na sygnale do domu EXO. Po dziesięciu minutach i złamaniu wielu zakazów ruchu drogowego, dojechałam na miejsce. Najszybciej jak potrafiłam wbiegłam do budynku, a moim oczom ukazał się chaos. Masa krzyków i przerażonych twarzy. Postanowiłam resztę zespołu zostawić samym sobie, i w tym czasie zająć się Panem Junmyeon’em. Tak jak się spodziewałam, leżał nieprzytomny w łazience. Nie traciłam czasu: szybko założyłam opaski uciskowe i zgarnęłam chłopaków, żeby pomogli mi go przetransportować. Reszta działa się już bardzo szybko. Znowu jazda na sygnale. Znowu złamane zakazy. W tej chwili interesowało mnie tylko jego życie i powód, dlaczego chciał je zakończyć…
**************************************************************************************************************************
           -Dzień dobry, Suho!- rzuciłam radośnie wskakując do Sali- Jak się czujesz? 
Nie odpowiedział. Znowu. Nawet na mnie nie spojrzał. Znowu… Sytuacja powtarzała się już któryś dzień z kolei. Chłopak w ogóle się nie odzywał, nie reagował na polecenia, nie odpowiadał na pytania… Dalej był blady, a jego twarz była pusta.
-Wiem, że musi Ci być trudno, ale to nie koniec świata. Pomogę Ci, zobaczysz. Nie bez przyczyny jestem tu gdzie jestem. 
-Nic nie wiesz…- szepnął. 
-Słucham? 
-Nic kurwa nie wiesz! Jesteś sobie teraz tutaj i myślisz że pozjadałaś wszystkie rozumy. Chcesz rozmawiać, tak? To słuchaj dziewczynko. Żebyś nie wiem jak się starała, nigdy nie zrozumiesz tego, co czuję. Nigdy! Nagle coś we mnie pękło. Nie to, że nie odnosił się do mnie z szacunkiem. To było dość częste wśród pacjentów z depresją. Zabolało mnie to, ze ani razu ze mną nie porozmawiał, a już mnie skreślił. Smutek szybko zmienił się w złość. Podeszłam bliżej do niego i podwinęłam do tej pory spuszczany sweter, który zakrywał moje blizny. 
-Kiedyś też byłam taka jak ty, więc nie wmawiaj mi, że nic nie wiem… 
 **************************************************************************************************************************
          I tak oto zaczęła się nasza znajomość. Junmyeon powoli otwierał się przede mną, tak jak ja przed nim. Budowaliśmy wzajemne zaufanie, a fakt, że bardzo zżyłam się z tym chłopakiem, był nieoczekiwanym efektem ubocznym. Spotykaliśmy się codziennie, dopóki nie opuścił szpitala, choć nawet po tym nasz kontakt się nie urwał. Spędzaliśmy ze sobą tyle czasu, ile się tylko dało. Kłopoty z wytwórnią minęły, a treningi na których byłam, jak sam mówił - stały się przyjemniejsze. Nawet nie zorientowałam się, gdy nasza przyjaźń przeobraziła się w coś o wiele bardziej poważniejszego. 

        -Oppa, co my tu robimy? I czemu wciąż mam zawiązane oczy?!- zapytałam, a w odpowiedzi usłyszałam śmiech chłopaka, którego tak bardzo kochałam- Junmyeon, co jest z tobą kurde nie tak? 
-Czy ty zawsze musisz zadawać tyle pytań? 
-A nie sądzisz, że to trochę podejrzane, że gwiazda kpop’u porwała mnie z pracy, a teraz jeszcze prowadzi mnie dokądś z zawiązanymi oczami? Mimo tego, że nie widziałam jego twarzy, czułam że przewrócił oczami i uśmiechnął się delikatnie. 
-Ufasz mi?- zapytał nagle.
-Co?- totalnie zbił mnie z tropu. 
-Czy mi ufasz?- powtórzył pytanie i nie czekając na odpowiedź, wbił się w moje spragnione usta. Mimo tego że byłam psychiatrą, od zawsze bałam się miłości. On. Ten chłopak sprawił, że strach znikł, a w jego miejscu pojawiło się pożądanie. Odwzajemniłam pocałunek. 
       Odwzajemniałam już każdy pocałunek, którym obdarowywał mnie potem mój mąż. I tak już do końca świata. Do końca świata? Do końca świata i jeden dzień dużej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz