czwartek, 26 lutego 2015

#2 Chanyeol

Witam, witam ! ;3
Po dłuższej rozkmninie doszłam do wniosku, że będę od Was przyjmować zamówienie ;) jeżeli oczywiście będziecie chcieli. Ostatnio zaczęłam pracować nad czymś dłuższym właśnie z Chanyeolem, ale nie wiem czy to wypali XD w każdym razie, dzisiaj znowu wrzucam oneshota :D za błędy z góry przepraszam, ale ten rozdział jeszcze nie został zbetowany. Jeśli czytacie, to proszę- skomentujcie, żebym wiedziała, że warto :) nie musi być to długi wywód, choć byłabym za taki mile zaskoczona. wystarczy zwykłe serduszkełło :D




-No nie! Znowu różne skarpetki?- zachichotałam pod nosem, tak by malec tego nie zauważył. Jako matka nie mogłam pokazać mu na ile rozbawiła mnie ta sytuacja. Jednak mój synek odziedziczył po mnie nie tylko inteligencję, ale też spostrzegawczość.
-Oj mamo, przecież widzę, że i tak Ci się podobam.- powiedział z uśmiechem, który gdyby tylko mógł skradłby serca miliona ludzi.- Życie jest zbyt krótkie, by segregować skarpetki.
No nie powiem, uparty był po ojcu.
-Chanyeol!!! – zawołałam swojego męża i czekałam cierpliwie, aż ten wstanie z łóżka. Zazwyczaj to ja wstawałam wcześniej, by przygotować malca do przedszkola i pozwolić swojej miłości życia dłużej pospać, jednak to on zawsze odwoził go do przedszkola. Po 5 minutach zjawił się Pan śpioch, Kiedy zilustrowałam jego wygląd wybuchłam głośnym śmiechem. Jak to mówią? Jaki ojciec, taki syn? W tym przypadku sprawdzało się to co do joty. Bożyszcze wielu damskich serc, idol miliona nastolatek stał teraz przede mną w moim różowym szlafroku i co najlepsze miał te same skarpetki co mały Kris. Już dawno mi udowodnił, że dla niego nie ma rzeczy nie możliwych, ale to właśnie te najdrobniejsze, codzienne gesty sprawiają, że zaczynam się czasami zastanawiać, czy jest coś jeszcze o czym nie mam pojęcia.
-Nie daleko pada jabłko od jabłoni. Kochanie, czy mógłbyś mi wytłumaczyć jakim cudem wcisnąłeś się w te małe skarpetki?- chyba nie do końca dotarło do niego to co powiedziałam, bo zamiast odpowiedzieć, podszedł do mnie i namiętnie pocałował. Nigdy nie mieliśmy jakiś oporów by okazywać swe uczucia przy Kris'ie. Jak na 5-latka był bardzo mądry i wiedział, że jego rodzina jest najszczęśliwszą rodziną na świecie. Małżeństwem byliśmy już prawie 5 lat. Dziecko jako tako nie było planowane. Krótko mówiąc: najpiękniejsze są niespodzianki. Z Chanyeol’em poznaliśmy się przez przypadek. SM zatrudniło mnie, bym udawała jego dziewczynę, a los tak chciał, że między nami powstało coś więcej niż tylko układ. Ku zaskoczeniu wszystkich po ślubie nie zrezygnował ze śpiewania i razem z EXO w lipcu wydają nową płytę. Czasami towarzysze im w trasach koncertowych, ale rzadko. W Seulu na miejscu mam pracę, a mały przedszkole i nie chcę tego psuć.
-Mężu..- szepnęłam między pocałunkami. Uwielbialiśmy się droczyć tymi śmiesznymi nazwami.
-Żono…- odpowiedział.
-Kris musi iść do przedszkola.- uśmiechnęłam się i delikatnie go odepchnęłam.
-Dzwoniłem do Sehuna.- uśmiechnął się chytrze- Będzie za 10 minut i zawiezie Krisa. Rozumując- cały dzień jest nasz.
-Mam pracę kochanie.- uśmiechnęłam się przepraszająco. Tak bardzo chciałabym dzisiaj z nim zostać… Na dodatek ten głupek którego poślubiłam zaczął delikatnie całować moją szyję i obojczyki.
-Dzwoniłem do księgarni… Masz dzisiaj wolne.- powiedział i dał mi buziaka w czoło, po czym podszedł do małego i również obdarzył go całusem.
Wygląda na to, że wybranek mojego serca jest mistrzem perswazji. Załatwić mi dzień wolnego i na dodatek przekonać Sehuna by wstał o 7 rano, żeby zawieść nasze dziecko do przedszkola? Gdyby nie on, mogłabym rzec, że jest to prawie nie możliwe.
                Tak jak obiecał, po dziesięciu minutach przyjechał tymczasowy szofer Krisa i o dziwo nie był zaspany. Widocznie Chanyeol planował to już od dłuższego czasu. Jeszcze raz ucałowałam synka na pożegnanie i już miałam wrócić się w stronę domu, ale mój uparty mąż wziął mnie na ręce i zaniósł do niczego nieświadomej sypialni. „A to przebiegły kabanos”- pomyślam.
-Tak więc, jak już się pewnie zorientowałaś- chcę się z tobą kochać cały dzień i całą noc. I tak sobie myślę, że jak się dobrze postaramy to może wyjdzie nam jeszcze jedno takie śliczne dziecko.
Zaczęliśmy się śmiać, by po chwili już zatapiać się w swoich ramionach. Tak jak już wspomniałam, był on najlepszym co mnie w życiu spotkało. Był moim życiem.

środa, 25 lutego 2015

#1 Kai

Już pierwszego dnia postanowiłam zaszaleć, dlatego wrzucam tutaj pierwszego oneshota :) Mam nadzieję, że Wam się spodoba.


Zbyt długo przygotowywałam się do tych zawodów i nie mogłam przegrać. Jedynym minusem był fakt, że jednym z moich konkurentów był niejaki Kim Jong- in. Z tego co zdążyłam obczaić, był on członkiem koreańsko- chińskiego zespołu EXO. Nie uważałam go za jakiegoś wielkiego przeciwnika. Byłam pierwsza pod względem czasu w Europie i jakiś Azjata nie miał prawa mnie pokonać. Gdy przyjechałam na miejsce wyścigu, pierwszy raz widziałam aż tylu reporterów i szczerze mówiąc wątpiłam, że to z powodu Tour de Pologne. Z ponad 130 uczestników od razu zauważyłam naszą gwiazdę. Stał idealnie wyprostowany i udzielał wywiadu. Gdyby nie to, że był moim konkurentem mogłabym przyznać że był naprawdę przystojny. Odepchnęłam od siebie szybko te zbereźne myśli i poszłam do swojego trenera po wskazówki.
3… 2… 1… START!!! Wystartowałam jak błyskawica. Wiedziałam, że w tym roku, wyścig miał być bardziej postawiony na szybkość, niż wytrzymałość. Z obliczeń mojego trenera wynikało, że powinno mi to zająć tylko 20 godzin. Idealnie rozłożyłam swoje siły, jednak za każdym razem gdy patrzyłam do tyłu widziałam jedną, bardzo irytującą mnie postać. Kai- bo ja zdążyłam się zorientować to właśnie tak mówiły do niego fanki- siedział mi cały czas na ogonie.
*18 godzin późnej*
No nie wierzę! Uczepił się mnie jak rzep psiego ogona! Nie mogłam już dłużej wytrzymać, więc przyśpieszyłam jak tylko mogłam. Pech chciał, iż Koreańczyk tak przykuł moją uwagę, że nie zauważyłam kiedy wjechałam w pokaźne błotne bajoro. Wszystko potem działo się jak w zwolnionym tempie. Koniec końców ostatecznie zjechałam do fosy i leżałam w niej cała w błocie, a nade mną stał śmiejący się Kai.
-No, takiego brudasa to ja w życiu nie widziałem.- stał z rękami na biodrach mierząc mnie przyjaznym wzrokiem. Z racji tego, że przez niego byłam w takim stanie postanowiłam się odwdzięczyć.
-Nie byłabym takim brudasem gdybyś przez całą drogę mnie nie rozpraszał.- fuknęłam udając rozdrażnioną. Tak naprawdę miałam z niego niezły ubaw. Jego zdezorientowana mina była warta leżenie w błocie.- Może byś mi jednak pomógł wstać?
Kiedy już podał mi dłoń, pociągnęłam go do siebie. Ten finał znacznie podobał mi się bardziej. Siedzieliśmy teraz w tym razem. Ku mojemu zaskoczeniu, chłopak zamiast się obrazić, zaczął się śmiać. I nie było by w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że oto właśnie ten śmiech urzekł moje serce. Dobrze wiedziałam, że czas nam ucieka, jednak postanowiłam to olać i tak zaczęła się nasza rozmowa. Kai nie był taki pusty, jak go sobie wyobrażałam. Był całkowitym przeciwieństwem moich wyobrażeń. Miły, wesoły, pozytywnie nastawiony do życia? Tak, to właściwe określenia jego osoby. Gadalibyśmy tak pewnie dłużej, gdybym nie zauważyła nadjeżdżającego wozu TVP.
-Nie chcę Cię martwić, ale zaraz nadjedzie tutaj telewizja. To chyba nie dobrze, prawda?
-Po za tym, że mogę mieć jakieś nieprzyjemności za taplanie się z Tobą w błocie i niszczenie swojej reputacji, to chyba nic nam się nie stanie.- uśmiechnął się.
Widać było że jest mu wszystko jedno, jednak mnie nie było. Nie chciałam pozwolić, by przeze mnie miał problemy, więc bez dłuższego zastanowienia rzuciłam się na niego i go pocałowałam. Nie powiedziałam tego na głos, ale to był mój pierwszy pocałunek. Bez opamiętania całowałam każdy cal jego ust. Kai nie pozostawał mi dłużny. Zatapiał się w moich ustach, jakby naprawdę tego chciał. Jakby nie było to z przymusu. Telewizja widząc dwójkę nastolatków całujących się na szosie widocznie stwierdziła, że nie jest to zbytnio interesujące, dlatego szybko przejechała. Delikatnie oderwałam się od niego.
-Dziękuję.- szepnął mi na ucho sprawiając, że moje serce znowu zaczęło bić w szalonym tempie.
-Za uratowanie tyłka? Czy może za… -… najlepszą rzecz, która mnie w życiu spotkała? Zdecydowanie to drugie.- dokończył Kai.
Gdyby nie fakt, że dalej byłam w błocie, pewnie cały świat widziałby moje rumieńce.
-Może w końcu się ogarniemy?- zapytałaś lekko przygryzając wargę.
-Ale tylko jeśli mnie przekonasz.- odpowiedział zadziornie.
I tak oto zaczęła się nasza znajomość. Meta, podium, ale nie to cieszyło mnie najbardziej. Byłam szczęśliwa, bo ktoś dał mi to szczęście. Tym kimś był Kim Jong- in.

Trzeba jakoś zacząć!

Hej :)
Ostatnio spędziłam 4 bite tygodnie w domu [zapalenie płuc] i postanowiłam, że zacznę udostępniać to co piszę, lub to co już napisałam :)
Nie wiem na co liczę. Może ktoś to będzie czytał. Cały blog będę starała się poświęcić EXO. Ewentualnie od czasu do czasu będę wrzucać coś od siebie. Głównie będą tu one-shoty, imaginy lub może od czasu do czasu coś dłuższego. 
Mam nadzieję, że Wam się spodoba.
Szczerze przyznam że to mój pierwszy blog, wiec z góry przepraszam za jakiekolwiek nie dopatrzenia. Mam nadzieję, że wkrótce ogarnę to i owo.
To do następnego postu ;)






olaszek.