środa, 25 lutego 2015

#1 Kai

Już pierwszego dnia postanowiłam zaszaleć, dlatego wrzucam tutaj pierwszego oneshota :) Mam nadzieję, że Wam się spodoba.


Zbyt długo przygotowywałam się do tych zawodów i nie mogłam przegrać. Jedynym minusem był fakt, że jednym z moich konkurentów był niejaki Kim Jong- in. Z tego co zdążyłam obczaić, był on członkiem koreańsko- chińskiego zespołu EXO. Nie uważałam go za jakiegoś wielkiego przeciwnika. Byłam pierwsza pod względem czasu w Europie i jakiś Azjata nie miał prawa mnie pokonać. Gdy przyjechałam na miejsce wyścigu, pierwszy raz widziałam aż tylu reporterów i szczerze mówiąc wątpiłam, że to z powodu Tour de Pologne. Z ponad 130 uczestników od razu zauważyłam naszą gwiazdę. Stał idealnie wyprostowany i udzielał wywiadu. Gdyby nie to, że był moim konkurentem mogłabym przyznać że był naprawdę przystojny. Odepchnęłam od siebie szybko te zbereźne myśli i poszłam do swojego trenera po wskazówki.
3… 2… 1… START!!! Wystartowałam jak błyskawica. Wiedziałam, że w tym roku, wyścig miał być bardziej postawiony na szybkość, niż wytrzymałość. Z obliczeń mojego trenera wynikało, że powinno mi to zająć tylko 20 godzin. Idealnie rozłożyłam swoje siły, jednak za każdym razem gdy patrzyłam do tyłu widziałam jedną, bardzo irytującą mnie postać. Kai- bo ja zdążyłam się zorientować to właśnie tak mówiły do niego fanki- siedział mi cały czas na ogonie.
*18 godzin późnej*
No nie wierzę! Uczepił się mnie jak rzep psiego ogona! Nie mogłam już dłużej wytrzymać, więc przyśpieszyłam jak tylko mogłam. Pech chciał, iż Koreańczyk tak przykuł moją uwagę, że nie zauważyłam kiedy wjechałam w pokaźne błotne bajoro. Wszystko potem działo się jak w zwolnionym tempie. Koniec końców ostatecznie zjechałam do fosy i leżałam w niej cała w błocie, a nade mną stał śmiejący się Kai.
-No, takiego brudasa to ja w życiu nie widziałem.- stał z rękami na biodrach mierząc mnie przyjaznym wzrokiem. Z racji tego, że przez niego byłam w takim stanie postanowiłam się odwdzięczyć.
-Nie byłabym takim brudasem gdybyś przez całą drogę mnie nie rozpraszał.- fuknęłam udając rozdrażnioną. Tak naprawdę miałam z niego niezły ubaw. Jego zdezorientowana mina była warta leżenie w błocie.- Może byś mi jednak pomógł wstać?
Kiedy już podał mi dłoń, pociągnęłam go do siebie. Ten finał znacznie podobał mi się bardziej. Siedzieliśmy teraz w tym razem. Ku mojemu zaskoczeniu, chłopak zamiast się obrazić, zaczął się śmiać. I nie było by w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że oto właśnie ten śmiech urzekł moje serce. Dobrze wiedziałam, że czas nam ucieka, jednak postanowiłam to olać i tak zaczęła się nasza rozmowa. Kai nie był taki pusty, jak go sobie wyobrażałam. Był całkowitym przeciwieństwem moich wyobrażeń. Miły, wesoły, pozytywnie nastawiony do życia? Tak, to właściwe określenia jego osoby. Gadalibyśmy tak pewnie dłużej, gdybym nie zauważyła nadjeżdżającego wozu TVP.
-Nie chcę Cię martwić, ale zaraz nadjedzie tutaj telewizja. To chyba nie dobrze, prawda?
-Po za tym, że mogę mieć jakieś nieprzyjemności za taplanie się z Tobą w błocie i niszczenie swojej reputacji, to chyba nic nam się nie stanie.- uśmiechnął się.
Widać było że jest mu wszystko jedno, jednak mnie nie było. Nie chciałam pozwolić, by przeze mnie miał problemy, więc bez dłuższego zastanowienia rzuciłam się na niego i go pocałowałam. Nie powiedziałam tego na głos, ale to był mój pierwszy pocałunek. Bez opamiętania całowałam każdy cal jego ust. Kai nie pozostawał mi dłużny. Zatapiał się w moich ustach, jakby naprawdę tego chciał. Jakby nie było to z przymusu. Telewizja widząc dwójkę nastolatków całujących się na szosie widocznie stwierdziła, że nie jest to zbytnio interesujące, dlatego szybko przejechała. Delikatnie oderwałam się od niego.
-Dziękuję.- szepnął mi na ucho sprawiając, że moje serce znowu zaczęło bić w szalonym tempie.
-Za uratowanie tyłka? Czy może za… -… najlepszą rzecz, która mnie w życiu spotkała? Zdecydowanie to drugie.- dokończył Kai.
Gdyby nie fakt, że dalej byłam w błocie, pewnie cały świat widziałby moje rumieńce.
-Może w końcu się ogarniemy?- zapytałaś lekko przygryzając wargę.
-Ale tylko jeśli mnie przekonasz.- odpowiedział zadziornie.
I tak oto zaczęła się nasza znajomość. Meta, podium, ale nie to cieszyło mnie najbardziej. Byłam szczęśliwa, bo ktoś dał mi to szczęście. Tym kimś był Kim Jong- in.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz