czwartek, 5 marca 2015

#3 Kris

      Ughh... przepraszam, że jeszcze nie wrzuciłam Baekhyuna, ale jak się wraca po 2 tygodniach do szkoły to trzeba się spiąć i napisać zaległe 22 sprawdziany i kartkówki ;O ;C Obiecuję że jak tylko dam radę to przepiszę naszego Becona na czysto i niedługo wrzucę :P Dla umilenia czekania, na dziś daję tutaj gotowego już od tygodnia Krisa <3 mam nadzieję, że Wam się spodoba....






  

         - Czego ty ode mnie chcesz? - zapytałam, a łzy spływały wolnym strumykiem po moich policzkach - Jak mam Ci do cholery pokazać, że Cię kocham?
Stałam przed lustrem w łazience i po raz kolejny próbowałam ułożyć sobie scenariusz naszej rozmowy. Dobrze wiedziałam, że tak ona będzie wyglądać, i mimo tego i tak pozwalałam sobie na chwile słabości w tej łazience. Myślałam, że jak się wypłaczę, to w końcu tych łez zabraknie na ostateczną konfrontację. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo się myliłam.

[3 DNI PÓŹNIEJ]

       Dalej nic mu nie powiedziałam. Naszą przyjaźń cenię zbyt wysoko, by zaprzepaścić ją przez jednostronne, zapewne złudne uczucie. Dzisiaj mieliśmy się spotkać. Tak dawno nie byliśmy razem na nocnym spacerze. Brakowało mi tego. Brakowało mi jego. Przyjaźń z Krisem była bardziej skomplikowana, niż mogło się na początku wydawać. Wredny, przystojny, chamski, głośny.. a tak naprawdę tylko przy mnie był tym prawdziwym. Lecz co to właściwie znaczy, że ktoś jest prawdziwy? Czy nie jest on wtedy taki bezbronny, podatny na ataki z zewnątrz? Może i jest, ale nawet wtedy, gdy Kris zdejmował swoje maski, był opanowany i pełny miłości, której nigdy nie będzie mi dane zasmakować. Nie rozumiem, jak diabeł mógł mnie popchnąć w ramiona osoby, która wygląda jak anioł, gdy tylko się uśmiecha.
       Moje rozmyślania przerwał dzwonek do drzwi. Jak zwykle punktualny. Wzięłam tylko polar i już wychodziłam z domu w asyście ‘mojego anioła’. Nic nie mówiliśmy. To nasz swego rodzaju rytuał przejścia i pozbywanie się wszelkich kłamstw, z którymi kojarzą nas inni.
-O czym tak myślisz? - zawsze tak samo się zaczynało. On był tym, który zaczynał, ja byłam tą, która kończyła.
-Nie wiem. Chyba o wszystkim.
-Myślisz czasami o mnie?
-Tak, nie, nie wiem… może.
-Oj Ola, czuję się taki bezradny… -szepnął- Zaczynam czuć się odpowiedzialny za wszystko co złe, szczególnie w zespole. Nie mogę już patrzeć na to wszystko. Czuję się taki samotny…
-Ale nie jesteś…
-Wiem, Ola, wiem.
Kiedy tak szłam obok niego, tak bardzo chciałam go przytulić. Po prostu zrobić cokolwiek, ale bałam się, że znowu mnie odrzuci. Że znowu będę czuła się zraniona, a przecież on by tego nie chciał. Chyba nadszedł czas, by wyrzucić z siebie wszystko, co męczyło mnie od samego początku.
-Czego ty ode mnie chcesz?- zapytałam. Tym razem nie płakałam. Moja twarz była bez wyrazu, choć dobrze wiedziałam, że to nie potrwa długo- Jak mam Ci do cholery pokazać, że Cię kocham?
Widocznie zbiłam go z tropu. Zdziwienie malowało się na jego twarzy, ale nie to przykuło moją uwagę. Jego idealne usta zaczęły się układać w delikatny uśmiech.
-Mogłem cię zapytać o to samo. Meczysz mnie od samego początku, a ja już nie wiem co gorsze: to że tu z Tobą jestem, czy to że mógłbym Cię już nigdy więcej nie zobaczyć… No chodź tu do mnie- powiedział i mnie objął.
Normalnie nigdy tego nie robił i to właśnie dlatego czułam się taka odpychana, a teraz czułam że już dłużej nie wytrzymam i wszystko co trzymałam do tej pory na wodzy, zaczęło ulatywać ze mnie w postaci pojedynczych łez.
-Nie płacz. Nie przeze mnie- zatrzymał się i wziął moją twarz w swoje duże dłonie- Nie mogę bez Ciebie wytrzymać ani minuty dłużej. Bez naszych rozmów. Bez twojego głosu. Bez Ciebie całej. I może nie powiem Ci dzisiaj jak bardzo cię kocham, bo boję się tak wielkich słów, choć i tak zapewne się ich niedługo doczekasz, ale proszę Cię, dotykaj mnie tak często jak tego potrzebujesz, bo i ja tego pragnę. Przysięgam, że już nigdy nie dam Ci powodu do strachu, że mógłbym Cię kiedykolwiek skrzywdzić. Nie mogę znieść świadomości, że jedyne czego się boisz, to odrzucenia z mojej strony. Chcę sprawiać, że codziennie na twojej twarzy zagości uśmiech.. Nie dam Ci gwiazd, nie dam Ci pieniędzy, bo wiem że i tak byś ich nie chciała, ale będę z Tobą całym sercem i duszą, a to moim zdaniem wystarczająco dużo, więc proszę, Ty też mnie nie odrzucaj- popatrzył mi prosto w oczy i oczekiwał mojej odpowiedzi.
       Pierwszy raz widziałam w jego oczach strach, który mieszał się z przeźroczystą cieczą.. Stanęłam na palcach i pocałowałam go. Był to pocałunek zupełnie inny niż te widziane na filmach, czy opisane w książkach. Obydwoje scałowywaliśmy swoje łzy, uśmiechając się. Nie był to delikatny pocałunek. O nie. Ten był istotą namiętności, jaką pojąć mogą tylko naprawdę zakochani ludzie. Spragnieni swej obecności, swego dotyku, swych serc. Kris był naprawdę wysoki, więc po chwili wziął mnie na ręce- by nie sprawić mi problemu- nie przerywając naszych pieszczot. Miałam wrażenie, jakbym nurzała się w gorącej toni endorfiny. Mówiąc mniej cynicznie, kochałam...
     I tak oto dobiega koniec. Kris odszedł z zespołu - po prostu nie dawał rady. Ja zaś zostałam z nim i nadal jestem. Zadziwiające, ale od tamtego czasu minęło już prawie 3 lata, a nasza miłość ciągle jest taka sama. Tak jak obiecał - dzięki niemu codziennie na moje twarzy pojawia się uśmiech.

1 komentarz:

  1. Bardzo mi się podoba ten scenariusz, jak go czytałam tak jakoś ciepło w sercu mi się zrobiło.... genialne :D

    OdpowiedzUsuń