hej :D nie wiem co robić dalej z Luhanem, bo nie było żadnych kom pod postem :'( ranicie ;) dzisiaj wrzucam Xiumina z dedykacją dla Klary, która po przeczytaniu tego stwierdziła że "od dzisiaj uczę się robić kawę" x'D proszę, dajcie znać że chociaż żyjecie! ;)
Dzień
zaczął się jak każdy inny. Pobudka, bieganie i ogromny talerz
naleśników z nutellą. Czy można chcieć czegoś więcej? No może kilka
kilogramów mniej, ale nie wiem, co fajnego jest w wyglądaniu jak miliony
wychudzonych i nieszczęśliwych bab. Pokazać takiej ciastko i już
kolejne nienawistne spojrzenie w twoją stronę. Po południu miałam wyjść
na zakupy, ale niespodziewanie zadzwoniła do mnie moja przyjaciółka:
-[T.I] potrzebuję Cię!
-Co się stało?!- zapytałam, ale nie czekałam już na odpowiedź.
Jeśli
Majka dzwoniła do mnie w środku pracy, to mogło znaczyć tylko jedno-
zaczęła rodzić.
-Dobra, nie ważne, już pędzę.
Warto było zauważyć, że do kawiarni, w której pracowała Maja, miałam
dosłownie 5 minut, więc bezzwłocznie wybiegłam z domu.
Na miejscu wpadłam na Junsu, który poinformował mnie, że jak najszybciej
zabiera swoją żonę do szpitala.
-Musisz jej pomóc- powiedział- Jeśli szef zorientuje się, że jej nie
mi i nikt jej nie zastępuje- wyleci.
-Ale ona jest baristą! Ja nie zrobię takiej kawy jak ona- powiedziałam
ze zdenerwowaniem i spojrzałam w stronę przyjaciółki.
Cała zwijała się z bólu i ledwo widocznie wyszeptała: „Proszę”. Dobra,
nie obiecuję, że mi się uda ale spróbuję. Fakt, że przyjście dziecka na
świat wiąże się z dodatkowymi kosztami, nie mogłam zawieść Maji, która
będzie tych pieniędzy potrzebować.
-Dobra. Wszystkim się jakoś zajmę- uśmiechnęłam się.- Dajcie znać, czy
chłopczyk, czy dziewczynka.
[godzina później]
Minęła już godzina, Jungsu nie dzwonił, a ja totalnie odpadam. Robię
kawa za kawą. Znaczy się nie wiem, czy do końca można nazwać to kawą. Na
szczęście nikt się jeszcze nie skarżył. Minuty mijały mi w lekkim
stresie przed klientami. Nagle poczułam, że ktoś mnie szturchnął.
Spojrzałam w górę na zdezorientowanego chłopaka. Chyba coś nie pasowało
mu z kawą, bo w ręce trzymał pełny jej kubek.
-Przepraszam bardzo, ale czy ty to nazywasz kawą?- zapytał z uśmiechem.
Uff, rzadko zdarzają się przystojniacy, którzy na dodatek są mili.
-Przepraszam. Normalnie tutaj nie pracuję. Po po prostu dzisiaj zastępuję
przyjaciółkę, która zaczęła rodzić, a ja totalnie nie znam się na kawie-
powiedziałam ze skruchą.
-Minseok, ale znajomi mówią mi Xiumin. A ty jak się nazywasz?- zapytał.
-[T.I.], a teraz jeszcze raz przepraszam, ale nie chcę dostać zjeby za
moje nieszczęsne poczynania- uśmiechnęłam się przepraszająco i już
miałam się odwrócić, kiedy to Xiumin złapał mnie za rękę.
-Pomogę Ci!
-Ty?
-No, znaczy znam się na tym. Mam taki śmieszny certyfikacik i w ogóle…- i
znowu się uśmiechnął.
Ten koleś spadł mi z nieba. Nie ma innej
możliwości- on jest aniołem.
I tak oto zaczęliśmy współpracować. Przy okazji dowiedziałam się, że
śpiewa w zespole, uwielbia fioletowy kolor oraz tego, co uwielbia robić.
Praca szybko nam zleciała, a ja zaczęłam mieć wyrzuty, że chłopak
przeze mnie przepracował cały dzień.
-Przepraszam Xiumin, przeze mnie zamiast spędzić wolny czas z kumplami,
musiałeś pracować.
-Czy mogłabyś w końcu przestać mnie przepraszać? Zrobiłem to z
przyjemnością- mówiąc to dumnie wypiął pierś- Czuję się teraz jak
bohater!
-To powiedz chociaż, czy mogę Ci się za to jakoś odwdzięczyć.
-No niech pomyślę, hmmmm…. Może umówiłabyś się ze mną na randkę?
Zaniemówiłam. Chłopak, i to w dodatku taki, zaprasza mnie na randkę?
-Z przyjemnością!- odpowiedziałam bez dłuższego namysłu.
I tak zaczęła się nasza przygoda. Minseok odprowadził mnie później do
domu, a ja zaprosiłam go na gorącą czekoladę, którą akurat robiłam
znakomicie. Co do randki? Nie mogłam się już niej doczekać! Obiecał, że
przyjdzie po mnie jutro o 18 i gdzieś zabierze, ale nie chciał
powiedzieć gdzie. Chwilę później zadzwonił Jungsu oznajmiając, że
urodził im się syn i prosi o pomoc w wyborze imienia.
-Minseok. Zdecydowanie Minseok.- odpowiedziałam do słuchawki, zerkając z uśmiechem
na pytającą minę Xiumina.
Wyjaśniłam mu potem oczywiście o co chodziło. Nie posiadał się z radości
i pogratulował mi dobrego gustu. Kiedy zegar wybijał już godzinę 22,
postanowiliśmy się rozstać.
-Dziękuję za miło spędzony dzień.
-To ja Ci dziękuję- odpowiedział.- Nie dość, że mogłem pomóc, to jeszcze chyba poznałem kobietę mojego
życia- dodał po czym obdarował mnie delikatnym pocałunkiem w kącik ust.
Niby dzień jak co dzień, ale w moim życiu zmienił bardzo dużo i chyba za
to najbardziej dziękuję losowi. Za wielkie jaja i wielkie serce. No bo w
sumie kto wpadłby na to, że poznam miłość swojego życia spieprzając
prostą kawę?

Awww jak uroczoooo :D
OdpowiedzUsuń